powrót do sekcji artykułów




Z Mongolii po tytuł


Wygrywając 19:6 z Arką Gdynia kadeci Budowlanych po raz pierwszy w historii klubu wywalczyli złoty medal Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży.


Po powrocie do Lublina młodzi zawodnicy świętowali swój sukces w klubie przy ul. Krasińskiego. - Z rugby w naszym mieście nie jest jeszcze tak źle! - cieszył się kapitan zespołu Wojciech Piotrowicz.

Przed wyjazdem do Koszalina lublinianie nie byli uznawani za faworytów. Mimo to w imprezie nie mieli sobie równych. W grupie odprawiali z kwitkiem kolejno Pogoń Siedlce, Posnanię Poznań oraz Orkana Sochaczew. I z kompletem trzech zwycięstw weszli do finału. - Już po pierwszych akcjach tego meczu zobaczyłem, iż zawodnicy doskonale realizują zadania nakreślone przez trenera Krzysztofa Okapę - wspomina Zbigniew Czarnecki, na co dzień pracujący z żakami i mini żakami. - Aż miło było patrzeć na konsekwentną grę. Gdynianie momentami "gotowali się” ze złości, bo nic im nie wychodziło i łatwo tracili punkty.

Za zdobycie mistrzostwa Polski lublinianie otrzymali złote medale, koszuli, czapeczki i oczywiście okazały puchar. Dwaj gracze "złotej" drużyny zostali także wyróżnieni indywidualnie. Najlepiej punktującym zawodnikiem formacji ataku został kapitan Budowlanych Wojciech Piotrowicz, zdobywca 35 punktów. To rasowy łącznik młyna i etatowy kopacz Budowlanych. - Z tego dorobku 25 punktów uzyskałem z rzutów karnych i podwyższeń - mówi ze spokojem Wojciech Piotrowicz. - Jechaliśmy na tę olimpiadę z zamiarem rehabilitacji za szóste miejsce zajęte przed rokiem w Łodzi. Wtedy tylko gorsze małe punkty pozbawiły nas gry o podium. Ale teraz pokazaliśmy, że to Budowlani są najlepsi w Polsce. Jechaliśmy też z zamiarem wsparcia naszych starszych kolegów, którzy w tym roku spadli do II ligi. Mimo tego przykrego wydarzenia z rugby w naszym mieście nie jest jeszcze tak źle. Jako kapitan miałem też za zdanie motywować kolegów do walki. Nie krzyczałem, nie przeklinałem. Wyłącznie spokojnie rozmawialiśmy i przyniosło to skutek - kończy. Tytuł najlepszego zawodnika w młynie przypadł innemu lublinianinowi, z pochodzenia Mongołowi, Batchulunowi Zolbajerowi. - Do tego wyróżnienia kandydowało jeszcze dwóch moich kolegów: Paweł Adamczyk i Hubert Wójtowicz - mówi Batchulun Zolbajer, nazywany przez kolegów "Jarkiem". - Jednak najważniejsze, że wywalczyliśmy tytuł mistrzowski. Jak trafiłem do Budowlanych? Przyjechałem z Mongolii do Polski na wakacje, grałem z kolegami w piłkę nożną na jednym z lubelskich boisk i wówczas mój kolega Przemek Wociór przyprowadził mnie na pierwszy trening rugby. Spodobało mi się i już zostałem - wyjaśnił 16-letni zawodnik.




źródło: Dziennik Wschodni z dnia18.07.2007